Przedmioty i narzędzia do rwania ciała skazańca
Rwanie cęgami powodowało trwałe uszkodzenia na ciele skazańca. Był to element
obostrzenia kary, który zapisywano już w sentencji wydanego wyroku, wraz z
informacją które części ciała skazanego i ile razy kat ma szarpać rozżarzonymi
cęgami. Wówczas kaźń rozpoczynała się nie dopiero na miejscu straceń, ale już
przed bramą więzienia, na rynku przed wejściem do ratusza lub przy pręgierzu. W Legnicy w grudniu 1624 r. skazańca
wleczono od więzienia na rynek, następnie przed ścięciem kat rwał rozżarzonymi
cęgami jego palce. Michael Foucault
przytacza dokładny opis czynności rwania cęgami, jak i obrażenia, jakie ono
powodowało: oprawca, podwinąwszy rękawy
wyżej łokci, chwycił za umyślnie narządzone stalowe obcęgi, długie na półtorej
stopy, wraził je pierwej w łydkę prawej nogi, potem w udo, zaczem w mięśnie
prawego ramienia i przedramienia; na koniec w sutki. Jakkolwiek oprawca silny
był i postawny, wiele się natrudził przy wyrywaniu kawałków ciała, które brał w
cęgi, dwa albo i trzy razy w tę samą stronę podkręcając, a tam, skąd je
ujmował, tworzyła się rana wielkości sześciofuntowego talara. Podobne
informacje znajdziemy w pracy Richarda van Dülmena. Wspomniał on, że kaci
rozżarzonymi cęgami rwą - na wszystkich
mięsistych częściach ciała i wszędzie, gdzie są żyły, tak aby na każdym miejscu,
którego się kleszcze dotknęły, ogień wypalił dziurę, a z tego powstawał tak
wielki smród, że nikt z zebranych ludzi smrodu tego wytrzymać nie mógł.
Opis obrażeń, jakie powodowało rwanie rozżarzonymi do czerwoności cęgami
odzwierciedla śląski materiał źródłowy. Podczas egzekucji w Oleśnicy Melchiora
Hedloffa w styczniu 1654 r. zapisano, że kat rwał wpierw jego ciało czterokrotnie
na rynku, jeden raz na każdym z jego rogów. Każde zetknięcie rozżarzonych cęgów
z ciałem zbrodniarza wypalało w jego skórze dziury, a tłuszcz i mięso tryskały
do góry w formie jasnych płomieni, niczym z pochodni.
Podczas wykonywania tego rodzaju obostrzenia kat najczęściej miał do dyspozycji dwie sztuki cęgów, które trzymał w miedzianym kociołku pełnym rozżarzonego węgla. Kiedy korzystał z jednych, drugie w tym czasie nagrzewały się. Z egzekucji w 1568 r. wielokrotnego mordercy Hansa Stephana zwanego Wachsmann w Bystrzycy Kłodzkiej zachował się zapis w księdze rachunkowej tego miasta. Wynika z niego, że kat wyszczególnił należność za altes kupfernes Kesselein, a więc za stary, miedziany kociołek. Z zachowanej relacji wiemy, że kat rwał cęgami w różnych miejscach na wszystkich kończynach. Z kolei w rachunkach miejskich Świdnicy pod datą 12 kwietnia 1630 r. odnotowano wydatek vor etlich instrument, alß die Person mit Zang gerißen (za kilka narzędzi, którymi rwano cęgami osobę skazaną), który kosztował 10 talarów i 15 groszy. Z instrukcji wydanej w 1724 r. dla głubczyckiego kata wynika, że mistrza przy zaostrzeniu kary poprzez wleczenia na miejsce kaźni lub rwanie cęgami wynagrodzono dodatkowo, w tym przypadku 9 florenami.
[Daniel
Wojtucki]
Ilustracje:
Kociołek wraz z narzędziami służącymi do rwania ciała osoby skazanej.
Zapis w księdze rachunkowej Bystrzycy Kłodzkiej informujący o wypłaceniu należności za stary miedziany kociołek, który posłużył podczas egzekucji w 1568 r.
Krótki zapis w księdze rachunkowej miasta Świdnicy informujący o kosztach zakupu narzędzi, którymi rwano ciało przestępcy w 1630 r. Ze zbiorów: Archiwum Państwowe we Wrocławiu, Akta miasta Świdnicy, sygn. 353.
Najważniejsza
literatura:
- R. van Dülmen, Divadlo hrůzy. Soudní praxe a trestní rituály v raném novověku, Praha 2001, s. 132.
- M. Foucault, Nadzorować i karać. Narodziny więzienia, Warszawa 1993, s. 8.
- F. Volkmer, Geschichte der Stadt Habelschwerdt in der Grafschaft Glatz, Habelschwert 1897, s. 46.
- D. Wojtucki, Kat i jego warsztat pracy na Śląsku, Górnych Łużycach i w hrabstwie kłodzkim od początku XVI do połowy XIX wieku, Warszawa 2014, s. 239-240.


Komentarze
Prześlij komentarz